sobota, 9 października 2021

03. Fall vibes

 Hej!


Wczoraj jednak nie byłam kierowcą, więc wypiłam pare drinków. Znalazłam fajny sposób na ograniczenie ilości kalorii przy takich wieczorach. W ciągu dnia zazwyczaj jem mniej, bo wiadomo wódka jest dość kaloryczna, a do niej wybieram sok pomarańczowy, który ma 24 kcal na 250 ml, więc nie ładuję w siebie aż tyle cukru. Trochę gorzej jest następnego dnia, bo picie bez zagryzki kończy się dla mnie większym kacem 😄

Nie wypiłam tego dużo ale rano jak wstałam to myślałam, że mi rozwali głowę😅 Jak wiadomo na kaca najlepsza jest praca, więc zamiast leżeć i zdychać to ubraliśmy się i poszliśmy biegać. W sumie biegaliśmy przez godzinę, bo pogoda była piękna, a do tego nasza okolica jest dość malownicza o tej porze roku i aż nie chciało się wracać, a kalorii spaliłam coś ponad 400. Jednak ta moja kondycja nie jest taka zła jak myślałam. Zdecydowanie bardziej wolę bieganie, hula hop czy step od treningów z yt, bo przy nich strasznie się nudzę i zazwyczaj odpuszczam po kilku rundach, a jak się wybiegnie to niestety jakoś trzeba się zmobilizować i wrócić.

Z dietą też super od kiedy przestałam liczyć każdą kalorię i martwić się tym, że zjadłam coś "nie dietetycznego". Wróciliśmy do domu z biegania przed 13, więc dopiero wtedy było śniadanie także okno zachowane. 😊

Bilans:

-tosty z bułki pełnoziarnistej z jajkiem, serem i serkiem, sałatka z pomidorów, ogórków i cebuli z odrobiną fety

-zupa krem z dyni z dwoma łyżkami ryżu i resztą grzanek

-dwie małe tortille z pieczarkami, serem, szynką i warzywami (zawinięte w trójkąty)


Kurczę tak niewiele zmieniłam, a czuję się sto razy lepiej. Bardziej też zwracam uwagę na to co jem i nie podjadam pomiędzy. Sobotni wieczór spędzamy w domu, bo weekendowa impreza została już zaliczona wczoraj, a odpocząć też trzeba zwłaszcza, że mój chłopak ma dość ciężką fizycznie pracę to pooglądamy dziś filmy.

Udanego weekendu!





piątek, 8 października 2021

02. Work in progress

Na wstępie bardzo Wam dziękuję za komentarze i miłe słowa. To chyba właśnie tej społeczności najbardziej mi brakowało. Zgadzam się też z tym co napisała Panna A., że pisanie tutaj pomaga zebrać myśli i trzymać się planu. 😀


Co do moich postanowień to nie było tak strasznie jak sobie to wyobrażałam, co tylko potwierdza, że największym ograniczeniem dla siebie jesteśmy my sami. Aż trudno uwierzyć, że takie małe zmiany w codzienności potrafią stopniowo zmieniać myślenie. Najlepszym przykładem dla mnie jest to, że jeszcze niedawno jak byłam w trochę gorszym miejscu psychicznie moje dni zlewały się w całość, a ja byłam coraz bardziej sfrustrowana. Przez większość dnia siedziałam na telefonie, oglądałam tv i czasem coś tam sprzątnęłam czy ugotowałam, dzień ciągle wydawał mi się za krótki, a wieczorami byłam tak zmęczona, że nie miałam już siły na nic. Wszystko co chciałam zrobić odkładałam na póżniej, bo wydawało mi się, że sobie nie poradzę. Takie dni też są potrzebne ale popadnięcie w letarg to już inna sprawa.


Wczoraj popołudniu miałam zajęcia, a chwilę przed nimi dostałam niezbyt dobrą wiadomość od mamy (jestem bardzo zżyta z rodzicami i ich problemy przeżywam chyba jeszcze bardziej niż swoje) i znów poczułam, że chce tylko zostać na kanapie i nie robić, jakby to miało poprawić mój podły nastrój. W końcu powiedziałam sobie, że nie mogę odpuszczać za każdym razem jak poczuję się gorzej, bo znów wrócę do punktu wyjścia, więc się zebrałam i poszłam. Spacer troche pomógł mi oderwać myśli i w sumie wieczorem było już ok, a przy okazji zajęcia okazały się ciekawe.


Dziś wstałam wcześniej niż zwykle i zaczęłam po prostu robić rzeczy, które mam zrobić bez zbędnego rozmyślania. I tak ogarnęłam zaległe ubrania na sprzedaż, posprzątałam mieszkanie, ugotowałam obiad, a o 16 poczułam, że mam tyle energii, że się przebrałam i poszłam pobiegać, a potem jeszcze zrobiłam trening w domu :) Ja wiem, że pierwsze dni "nowego życia" zazwyczaj są bardziej ekscytujące ale i tak cieszę się, że zrobiłam coś dla siebie. Chcę przeżywać każdy dzień świadomie, a nie z głową w telefonie byle zająć czymś myśli i to jest dla mnie najważniejsze.


Jeśli chodzi o dietę to też są postępy. Zaczęłam jeść o 11 zgodnie z oknem, chociaż to nie jest dla mnie problem, bo podczas wcześniejszego IF tak mi to weszło w nawyk, że zazwyczaj najwcześniej jem o 10. 

Zjadłam:
-dwie kanapki z serkiem, pomidorki koktajlowe, jogurt
-ryż z warzywami, zupę dyniową
-jabłko i wafel kukurydziany
Na kolację będzie znów zupa dyniowa tylko muszę zrobić do niej grzanki.


Dziś mamy iść z chłopakiem do znajomych i jeszcze nie wiem czy będę pić alkohol (w rozsądnych ilościach ofc) czy będę kierowcą i wtedy zostanie woda. 😃 Zobaczymy jak się potoczy wieczór.


W weekend planujemy zrobić jakiś ogólny plan tak, żeby ogarnąć jakieś mądrzejsze posiłki i może zaplanować ćwiczenia. Na wiosnę biegaliśmy razem i liczę, że do tego wrócimy chociaż mój chłopak ma o wiele lepszą kondycję i czasem mam problem mu dorównać. 😄

Do jutra!




czwartek, 7 października 2021

01. It's time

 Hej!


Oh ale tęskniłam za tym miejscem. Od conajmniej roku myślałam o tym, że chce wrócić do pisania, że mi tego brakuje, że bardzo ułatwia mi to życie ale ciągle odkładałam ten dzień. A to mam za dużo pracy, a to poczekam aż schudnę, a to może jutro i tak zleciało już prawie półtora roku od mojego ostatniego wpisu. Ale cieszę się, że jestem, bo przyszedł czas na zmiany.


Przez ten czas dużo się u mnie nie zmieniło. Obroniłam się, a teraz kończę następny stopień, trochę pracuję trochę nie, wyjeżdżam, zwiedzam świat i po prostu żyję. Jeśli chodzi o dietę to raz jest, a raz jej nie ma ale z tyłu głowy brakuje mi tej systematyczności. Co prawda przytyłam pare kilogramów ale za to moje ciało wygląda lepiej niż kiedyś, nie wiem dlaczego, bo ćwiczenia odstawiłam kilka miesięcy temu. Może po prostu dorosłam i zamiast patrzeć na siebie tak krytycznie to doceniam to ile przeszłam? Możliwe. Co nie zmienia faktu, że nie jestem jeszcze w miejscu w którym chciałabym być. 


Piszę tutaj, bo chcę zrobić coś dla siebie i wymieniać się doświadczeniami z Wami. Przez ostatni czas próbowałam zrozumieć co mnie zatrzymuje, co chciałabym zmienić i wprowadzić, żeby żyć życiem jakim chce. Obecnie czuję się dobrze ale mam wrażenie, że troche zgubiłam swoje ambicje i chcę czegoś więcej. Chcę być osobą i żyć tak jak sobie to wyobrażam leżąc wieczorem w łóżku i przestać czekać aż to stanie się samo, bo się nie stanie jeśli pozostanie to tylko w sferze planów.


Zrobiłam listę rzeczy, które teraz mi się nie podobają i które chcę stopniowo zmieniać:

-odkładanie wszystkiego na później (na lepszy czas, jak schudnę, jak będzie lepsza pogoda etc.)

-marnowanie kupy czasu siedząc na telefonie (zamiast siedzieć 2h na tik toku mogłabym ten czas poświęcić na coś co przyniesie mi korzyści czy to w diecie, ćwiczeniach czy zawodzie), chcę też wyeliminować nawyk przeglądania telefonu zaraz po przebudzeniu czy przed spaniem, bo zauważyłam, że pomimo tego, że budzę się wcześniej niż kiedyś to spędzam kolejną godzinę leżąc w łóżku.

-brak aktywności fizycznej, co jest paradoksem, bo jako nastolatka byłam bardzo aktywna, a moim marzeniem od zawsze było posiadanie wysportowanego ciała tak żebym nie musiała się wstydzić czy rezygnować z niektórych aktywności, bo nie czuję się dobrze ze sobą.

-odżywiać się tak, żeby mój organizm był zdrowy i silny, niestety mam problem z brakiem energii i myślę, że w dużym stopniu wpływ na to ma brak jakiegoś mądrego sposobu odżywiania i systematyczności w tym.

-brak planu diety i posiłków, chcę się rozwinąć w zakresie dietetyki i zdrowych posiłków (chcę mieć dostępne inspiracje czy to tutaj czy na pintereście)

-wrócić do ścisłego IF, głownie po to żeby ustabilizować moją tarczycę i poziom cukru ale też dlatego, że trzymanie się wyznaczonych godzin bardzo ułatwia mi odchudzanie i zmniejsza apetyt.

Na blogu nie chcę skupiać się tylko i wyłącznie na tematyce diety, bo ostatnio doprowadziło to do tego, że bałam się pisać jak zrobiłam coś nie tak albo zjadłam dwa cukierki. Przez ten czas nauczyłam się, że najważniejszy jest balans, zrozumienie siebie i zaakceptowanie, że droga do celu to proces którym można się cieszyć i traktować jak szansę na lepsze życie. Gdybym przez te 18 miesięcy skupiała się na realizacji swoich celów i po potknięciu po prostu szła dalej to pewnie już bym osiągnęła swój cel.


Chociaż nie byłam aktywna tutaj to jestem na bieżąco z Waszymi blogami, zawsze czekam na nowy wpis. Widzę też, że duża część z Was z którymi tutaj byłam nie pisze już na blogu ale mam nadzieję, że będziemy miały szansę jeszcze pogadać. 

Dobra, wyrzuciłam z siebie chyba wszystko o czym myślałam przez ostatnie miesiące i liczę na to, że dorosłam do tego, żeby zacząć żyć życiem które narazie jest tylko w mojej głowie. Fingers crossed ✊




sobota, 9 maja 2020

13/14 & 14/14 It's been a journey

Hej,

Wczorajszy dzień miałam taki zabiegany, że nawet nie zdążyłam napisać podsumowania. Spędziłam cudowny czas z moim ukochanym, było bardzo dużo chodzenia. Zjadłam trochę więcej ale z zachowaniem okna, a i myślę, że trochę kalorii spaliłam, więc jest ok. Odmówiłam też alkoholu, bo było już po 21.

Dziś rano ruszyliśmy w drogę, o 11 wypiłam tylko czarną kawę, bo chciałam zjeść coś później po drodze. Zatrzymaliśmy się w KFC, bo byłam przekonana, że dostanę jakąś sałatkę z grillowanym kurczakiem, a tutaj szok. Nie było nic z czego byłabym zadowolona ale prowadziłam samochód i jako, że była już 14 to zaczynałam się czuć słabo i w końcu wzięłam twistera. Dobrze, że chociaż były tam kawałki sałaty i pomidora, bo inaczej to byłoby czuć sam tłuszcz 😂
Co ciekawe to sprawdziłam tabelę kalorii i wersja wege z serkiem i warzywami ma o ponad 200 kcal więcej niż ta ze smażonym kurczakiem. Masakra.

Potem o 17 zjadłam kanapkę i to tyle z jedzenia. Nie cierpię fast foodów, bo potem cały dzień czuję się pełna i momentalnie zatrzymuje mi się woda. Trudno, przecież to jest normalne życie i takie sytuacje się zdarzają, nie ma co rozpaczać.

Jutro zrobię takie mini podsumowanie tych dwóch tygodni zobaczymy jak wygląda sytuacja :)


Dzień 13 z 14

Woda: 4L


Bilans:

10:30- 2x tost z awokado
13:00 - sałatka z pomidora, cebuli i jogurtu, kromka chleba
15:30 - kilka kawałków sushi
17:30 - pieczone ziemniaki, 2 placki z cukinii

Dzień 14 z 14

Woda: 4L


Bilans na dziś:

14:00- twister z kfc (fuj)
17:00 - kanapka z serkiem i awokado



Trzymajcie się kochane! ;*

czwartek, 7 maja 2020

12/14 keep breathing

Hej,

Stwierdziłam dziś, że muszę coś zrobić z tym, że moja dzienna ilość kroków nie przekracza tysiąca (szok i niedowierzanie). Pomyślałam, że wyjdę sobie na szybki spacer, ale z szybkiego spaceru zrobiły się 2 godziny. To było takie odświeżające dla mnie, że żałuję, że nie robiłam tego wcześniej. Mieszkam w samym centrum jednego z największych miast i gdzie się nie ruszę to odkrywam coś nowego, pomimo tego, że mieszkam tu już blisko trzy lata. Wróciłam wymęczona i z bolącymi nogami ale tego mi było trzeba. Przy okazji wstąpiłam do galerii i kupiłam sobie nowe staniki, bo prawie wszystkie stare są już za duże w obwodzie.

Cudownie by było gdyby taki spacer stał się moim codziennym rytuałem, Fajnie by było pospacerować kiedy kończy mi się post, żeby rozruszać organizm przed dniem.

Dzień 12 z 14

Woda: 3L


Bilans na dziś:

11:00- jajecznica, kanapka z szynką, serkiem i ogórkiem
15:00 - 1/2 domowej tortilli
17:30 - reszta tortilli

Niedługo miną dwa tygodnie od mojego powrotu do IF po miesięcznej przerwie i już teraz mogę powiedzieć, że czuję się o niebo lepiej. Ale to dopiero początek. Na moje wszystkie fałdki pracowałam bardzo długo, więc pozbycie się ich też będzie wymagało czasu. Ale on i tak upłynie, a ja chcę z niego wyciągnąć tyle ile się da. :)

Buziaki

Sophie

środa, 6 maja 2020

11/14 I am guilty

Hej kochane,

Dzisiaj jestem winna wypicia połowy wina :D Ale zaplanowałam to sobie na godziny okna także nie ma tragedii. Potrzebowałam takiego resetu, bo raz, że czułam się słabsza psychicznie, a dwa, że mam PMS (8 dni przed, uwielbiam mój organizm), a to dla mnie najlepszy aktywator dla problemów z  zatrzymaniem wody i wszystkiego innego.😂 Stwierdzam też, że przy IF taka dawka kopie dwa razy mocniej. :D

Dzień 11 z 14

Woda: 3L


Bilans na dziś:

10:30- 1 jajko, pomidor, 1/4 mozzarelli, ogórek zielony, kawa
13:00 tost z awokado
15:00 - grillowany kurczak, 1/4 woreczka ryżu, sałatka szwedzka
18:00 - tost z awokado i serkiem

Ten chleb to dla mnie zmora, gdybym nie mieszkała z chłopakiem to wykluczyłabym go całkiem ale tak to muszę mu robić kanapki do pracy i jak jest w szafce to mnie kusi. Może rozważę zakup jakiegoś bezglutenowego?

Dziś rano znów zrobiłam sobie 15 minut interwałów z obciążeniem, a potem większość dnia siedziałam nad książkami.
Jutro lecę na zakupy, bo moje zapasy się kończą ale muszę wam powiedzieć, że takie tygodniowe planowanie jadłospisu wyszło mi na dobre. Wydaliśmy o wiele mniej pieniędzy, a i obiad miałam codziennie z czego zrobić. Nie jestem jakaś wymagająca co do jedzenia, mogłabym jeść na obiad nawet codziennie kurczaka z warzywami także ułatwia mi to sprawę :D
Ale chciałam Was zapytać czy macie jakiś produkt, który kupujecie ciągle i jest ważnym elementem waszej diety? Dla mnie jest to awokado, które dostarcza mi zdrowych tłuszczy i pierś z kurczaka, którą uwielbiam grillować na obiad. A i jeszcze czarnuszka oraz babka płesznik, które przemycam w codziennych posiłkach dla lepszej pracy jelit.

Ta dziewczyna to cudo, chciałabym kiedyś móc dodać takie zdjęcie.


Trzymajcie się ciepło

Sophie

wtorek, 5 maja 2020

10/14 I was not built to break

Hej,

Dzisiejszy dzień był świetny, zaczęłam od 15 minutowego interwału z obciążeniem, potem większość dnia byłam zajęta nauką, a teraz odpoczywam. Chcę tylko sprostować sprawę z ciężarkami haha. Dziewczyny dziękuję, że tak wierzycie w moje możliwości ale źle to po prostu ujęłam w poprzednim poście. :D Chodziło oczywiście o maksymalne obciążenie do 15 kg na jeden, ogólnie do nich jest cały zestaw talerzy i można sobie dać np. dwa lekkie i wtedy taka sztanga ma około 3 kg. Tak zrobiłam dzisiaj rano i ćwiczyło mi się super.

Dzień 10 z 14

Woda: 3L

Bilans na dziś:

10:30- omlet z dwóch jajek
13:00 - jabłko, kromka chleba z twarogiem
15:00 - grillowany kurczak, 1/4 woreczka ryżu, gotowane warzywa
17:30 - placuszki z jajka, banana, twarogu i białka

Tak jak sobie postanowiłam, próbuję ograniczyć węglowodany i zastępować je jajkami albo większą ilością warzyw. Zwłaszcza, że jakiś czas temu miałam robione badania pod kątem nietolerancji glutenu i na szczęście nie mam celiakii ale jestem na niego nadwrażliwa. Stąd też moje częste problemy z brzuchem i wysypkami.

Oglądałam też dzisiaj film Fasting (jest dostępny na YouTube jakby któraś była zainteresowana), trwa niecałe dwie godziny i jest w nim zawarte bardzo dużo informacji na temat postu, hormonów i ogólnie działania ludzkiego organizmu. Niestety na razie z tego co wiem dostępny jest tylko po angielsku. Film uświadomił mi, że moim głównym celem przecież nie jest jak najszybsze schudnięcie tylko poprawa stanu mojego zdrowia i samopoczucia. Co będzie to będzie.  

Ostatnio nie wiem dlaczego w ogóle nie czułam głodu wieczorem, dzisiaj wrócił i bardzo się cieszę, bo lubię to uczucie. 

Trzymajcie się ciepło

Sophie

10. Zła jestem

 Hej! Już na dobre po tej chorobie wróciłam do mojej rutyny. Wczoraj nie pisałam, bo siedziałam na uczelni od rana do wieczora. Wzięłam sobi...